Indian Wells, a później Miami – te dwa turnieje zakończą zmagania na kortach twardych w pierwszej części sezonu. Później tenisistki przeniosą się na ponad dwa miesiące na mączkę, a tę na początku czerwca zamienią ją na trawę. Rywalizacja na “hardzie” wróci dopiero po 20 lipca: najpierw w Pradze, później w Waszyngtonie i Memphis, wreszcie tysięczniki w Toronto i Cincinnati przygotują elitę do US Open.
To główny cykl, obejmujący turnieje o randze od 250 w górę – punktacja z nich wliczana jest do rankingu WTA Race, decydującego o miejscach w finale sezonu w Rijadze. Mniejsze turnieje, nie tylko te w ramach ITF, ale i WTA 125, już teraz odbywają się na nawierzchni ziemnej. Na razie w Belek koło Antalyi, później też w Dubrowniku, Madrycie i Oeiras.
Riwierę Turecką wybrały sobie za cel dwie Polki: Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. W rankingu WTA są bardzo blisko siebie, ale tylko ta pierwsza została rozstawiona w imprezie rangi WTA 125. I miała dobre losowanie, czego nie można znów powiedzieć o Kawie.
Chwalińska z szansy pewnie skorzystała.
WTA 125 Antalya. Maja Chwalińska kontra Adelina Lachinova. Stawką 1/8 finału
Dla Chwalińskiej wyjazd do Australii nie był tak udany jak rok temu, tym razem nie dostała się do głównej drabinki w Auckland, poległa też w finale kwalifikacji Australian Open. Tyle że już europejskie turnieje dały nadzieję, że wkrótce doczekamy się jednak awansu podopiecznej trenera Jaroslava Machovsky’ego do najlepszej setki rankingu. A to otworzyłoby przed Mają nowe perspektywy, także w zakresie planowania kalendarza. I byłoby przepustką do Wielkich Szlemów.
Był więc ćwierćfinał WTA 250 w Kluż-Napoce, przegrany z Emmą Raducanu, a później dramatyczny półfinał WTA 125 w Oeiras, przegrany z Darją Vidmanovą 5-7 w tie-breaku trzeciego seta. Na dziś Chwalińska do setnego miejsca traci około 180 punktów. To wciąż sporo, potrzebny jest jakiś spektakularny wynik. A najlepiej – dwa. 24-latka zgłosiła się do trzech marcowych turniejów rangi 125 – dwóch w Turcji, później w Chorwacji.
W Antalyi losowała dobrze – w pierwszej rundzie trafiła na 18-letnią Łotyszkę Adelinę Lachinovą, która mieszka i trenuje właśnie w Turcji. I tam gra niemal przez cały rok. Dostała tu “dziką karte”, ale podobnie jak w dwóch poprzednich turniejach na Riwierze Tureckiej, znów nie była faworytką. I kolejny raz odbiła się od wyżej notowanych rywalek.
Pierwszą partię Chwalińska wygrała 6:1, zakończyła ją asem. Jeszcze początek był w miarę wyrównany, później dominacja Mai stała się bardzo widoczna. Lachinova próbowała grać jak Polka – kombinacyjnie, technicznie, zmieniając rytm. A to nie jest właściwa droga, Chwalińska czuje takie wymiany jak mało kto.
Gdy Maja prowadziła 6:1, 4:1, wydawało się, że spotkanie powoli dobiega końca. Tymczasem w grę Polki wkradło się lekkie rozprężenie. Kilka razy nieznacznie spudłowała, trochę szwankował pierwszy serwis. Łotyszka doprowadziła do 3:4, miała dwa break pointy z rzędu, później jeszcze jednego. Maja je obroniła, przechodząc do ataku. Zwłaszcza ten drugi, forhendowy drajw wolej, był efektowny. Wygrała tego gema, doprowadziła rywalkę do rozpaczy, bo Lachinova w ostatniej akcji biegała po całym korcie, częściej nawet atakując. Do skrótu Polki też dobiegła, ale i Chwalińska zaraz dopięła swego.
24-latka z Bielska-Białej wygrała to spotkanie 6:1, 6:3. O ćwierćfinał zagra z Greczynką Despiną Papamichail.
